IX ZMIANA książka 34,90 zł E-book 27,99 zł
Format: 144x207 mm
Stron: 416
Oprawa miękka
ISBN: 978-83-62730-08-7

IX ZMIANA

PREMIERA: 25 lipca 2012

To nie jest kronika prawdziwej IX zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. To powieść osadzona w realiach surowej krainy u podnóża Hindukuszu. Ale choć fabuła jest fikcyjna, w wielu miejscach nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że autor opisuje rzeczywiste wydarzenia. Czyniąc to na tyle sugestywnie, że co rusz nawiedzały mnie afgańskie widoki, zapachy, odgłosy. I tamtejszy niepokój, związany z oczekiwaniem na wybuch IED. Gorąco polecam – kawał solidnej, pisarskiej roboty! Marcin Ogdowski, dziennikarz, autor blogu i książki „zAfganistanu.pl”

"IX zmiana" Marcina Gawędy to powieść, w której atmosfera nieustannie się zagęszcza, a Czytelnik, znając również punkt widzenia talibów, w napięciu obserwuje, jak wokół Polaków zaciska się pętla zasadzek i nienawiści. To fabuła wielowątkowa, bogata w fakty i przybliżająca realia, jakie towarzyszą polskim żołnierzom w Afganistanie.
Major Grzegorz Kaliciak, dowódca posterunku Qarabagh

"IX Zmiana" zabiera nas do świata niewyobrażalnego dla przeciętnego Europejczyka, który wojnę afgańską zna tylko z uspokajających raportów telewizyjnych. Obce obyczaje Afgańczyków i zawziętość islamskich bojowników zderzają się z procedurami wojskowymi i doskonale oddaną przez autora mentalnością polskich żołnierzy. Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom WP!
Maciej Szopa, Polska Zbrojna

 Służba. Honor. Koleżeństwo. Walka. Strach. Ale również śmierć. Najnowsza powieść Marcina Gawędy prowadzi Czytelnika w najbardziej nieoczekiwane miejsca. Poznajemy Afganistan od podziemi po szczyty gór, a ludzkie emocje od najbardziej szlachetnych po krańcowo destrukcyjne. W Afganistanie stacjonują doświadczeni żołnierze i tacy, dla których walka w tym spalonym słońcem kraju jest pierwszym doświadczeniem bojowym. A przecież przyjechali tu zapewniać cywilom spokój i bezpieczeństwo. IX zmiana w powieści Gawędy sama okazuje się celem ataku, a nowy komendant talibów za punkt honoru stawia sobie zabicie jak największej liczby Polaków. Do walki z nim w polskich szeregach staną m.in. znani już z "Rebelii" major Paweł Kalicki i porucznik Tomasz Gazda, wspierani przez takie siły jak GROM, "Nil" czy Samodzielną Grupę Powietrzno-Szturmową. Przyjdzie im walczyć nie tylko z rebeliantami, ale i z nieufnością Afgańczyków. Pomocna może okazać się w tym "strategia plam oleju", choć pod gradem kul nieprzyjaciela niełatwo będzie ją wprowadzać. Nowa strategia to nowi ludzie, tacy jak antropolog, który w patrolu może okazać się bardzo pomocny. Gorzej, gdy jest nim... kobieta. Jak przełamać stereotypy, jeśli inny sposób patrzenia na ten kraj to jedyna szansa na ocalenie?


fragmenty

Rozwiń tekst

Afganistan, Kabul, 17 maja Grupa amerykańskich oficerów wyszła z jednego budynków w dzielnicy rządowej z mieszanymi uczuciami. Stwierdzenie, że otaczał ich wianuszek operatorów sił specjalnych, byłoby przesadą, ale kilku znających się na rzeczy gości dyskretnie, choć z palcami na spustach, sugerowało, że niepowołani nie powinni podchodzić. Gdyby jakiś fotograf uchwycił te scenę swoim obiektywem i podpisał złośliwie: „Kabul w pełni kontrolują wojska ISAF”, mógłby zrobić furorę. Byłoby to nieco karykaturalne oddanie rzeczywistości. Dzielnica rządowa, niczym zielona strefa w Bagdadzie, była...

Afganistan, Kabul, 17 maja Grupa amerykańskich oficerów wyszła z jednego budynków w dzielnicy rządowej z mieszanymi uczuciami. Stwierdzenie, że otaczał ich wianuszek operatorów sił specjalnych, byłoby przesadą, ale kilku znających się na rzeczy gości dyskretnie, choć z palcami na spustach, sugerowało, że niepowołani nie powinni podchodzić. Gdyby jakiś fotograf uchwycił te scenę swoim obiektywem i podpisał złośliwie: „Kabul w pełni kontrolują wojska ISAF”, mógłby zrobić furorę. Byłoby to nieco karykaturalne oddanie rzeczywistości. Dzielnica rządowa, niczym zielona strefa w Bagdadzie, była faktycznie dość mocno strzeżona i bezpieczna. Przynajmniej tak się wszystkim wydawało... Generał Allyn pochłonięty był bez reszty rozmową z idącym obok pułkownikiem. Oficerowie i ochrona energicznym krokiem maszerowali w kierunku kolumny samochodów. Wprawny obserwator mógł zauważyć liczne gwiazdki świadczące o tym, że było to ważne spotkanie na wysokim szczeblu. Przez chwilę komentowali dopiero co skończony meeting z prezydentem Karzajem i jego współpracownikami. Jak zwykle jedne rzeczy szły dobrze, inne wręcz przeciwnie. Generał Allyn coraz bardziej przekonywał się, że rozmowy z talibami mogą coś przynieść. „Pytanie, czy ci pieprzeni fanatycy będą chcieli rozmawiać” – komentował ironicznie. Miał co do tego poważne wątpliwości. Zanim oficerowie wsiedli do kawalkady samochodów, Allyn zdążył już wymienić kilka uwag o ostatnich ofiarach. – Wygląda na to, że powinniśmy zwrócić uwagę na samobójców, co? – zapytał idącego obok wysokiego oficera wywiadu z naszywką „Griffith” na piersi. – To zawsze będzie poważny problem, nie ma dwóch zdań. – Przygotuj mi specjalny raport. Mam wrażenie, że ostatnio ten problem narasta. – Nie tylko ten. Niestety za problemami idą i straty. – Masz coś konkretnego na myśli? – Tak, niepokoi mnie rosnąca liczba przypadków, gdy żołnierze ANA atakują siły koalicji. To istne szaleństwo, szkolimy ich, żeby walczyli o swój kraj, a oni okazują się islamistami i strzelają do nas. Problem chyba narasta. Allyn pokręcił z dezaprobatą głową. – Tego akurat nie musiałeś mi przypominać. Nie mogę spać z tego powodu. Ile jeszcze czasu nasi chłopcy będą umierać na tym zadupiu? Śmierć Bin Ladena niczego nie zmieniła. Generał nie ukrywał zawodu. Miał poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość, ale niewiele nic poza to. Ci którzy mówili, że Bin Laden był już tylko symbolem, mieli chyba rację. Zatrzymali się przy kolumnie. Allyn ściągnął czapkę, wystawił twarz na promienie słoneczne. – Dobrze byłoby poleżeć na basenie, co Frank? – Jeśli chodzi o tych zaatakowanych saperów – pułkownik Frank Griffith nie lubił zbaczać z tematu – dostałem raport w sprawie. Allyn wyraźnie się ożywił. Założył energicznie czapkę z daszkiem. Klepnięcie ręką w udo było zapewne gestem satysfakcji. Coś jakby miał zamiar w niewerbalny sposób powiedzieć: „wreszcie”. Ta sprawa bardzo go interesowała. Po pierwsze, wkurzało go to, że ktoś atakuje amerykańskich saperów. Wychodził z założenia, że mają wystarczająco ciężką pracę w ziemi, żeby jeszcze narażać ich na ostrzał z RPG lub co gorsza z karabinu wyborowego. Po drugie, chciał poznać szczegóły. Skoro wydarzyło się to w Ghazni, to miał prawo przypuszczać, że konwój ochraniali Polacy. A to nadawało sprawie dodatkowych rumieńców. Należało sprawdzić, co się stało i kto zawinił. – Mów. – Materiały... – Teraz powiedz, co i jak. Potem zajrzę w szczegóły. – Konwój osłaniali nasi chłopcy z Task Force Ramrod. Pułapka została dobrze zaplanowana, no i niestety była skuteczna. – Czyli konwoju nie osłaniali Polacy? – generał nie ukrywał zaskoczenia. Griffith zaprzeczył ruchem głowy. – Nie, nasz pluton. – A rozpoznanie? – No cóż. Można było lepiej – pułkownik wzruszył ramionami. – Zawsze można zrobić coś lepiej. – Polacy dali ciała? – Trudno powiedzieć, kto dał ciała. Z tego, co wiem, dopełniono procedur i sprawdzono wszystko z należytą uwaga, więc może nikt nie zawinił? – Co znaczy „może nikt”? – generał Allyn nie krył zirytowania. – Dowiedz się, co się stało. Czy coś wiedzieliśmy albo czy coś wiedzieli Polacy, Chcę mieć dokładny raport o wydarzeniu. Aż mnie nosi, gdy pomyślę, że te pieprzone gnojki zabiły dwóch saperów i raniły jeszcze trzech kolejnych. Pułkownik Griffith znał generała na tyle, żeby nie przejmować się rzadko uzewnętrznianą irytacją. Doskonale rozumiał swojego przełożonego. Wszak nie znalazłby nikogo, kto nie był osobiście wkurzony tym, że ostrzelano konwój saperski. Zgadzał się z tymi, którzy uważali, że akurat saperzy czy medycy – ci, którzy zabezpieczają życie innym – nie zasługiwali na to, żeby ich bezkarnie ostrzeliwano. – Jeśli damy Polakom odpowiednie wskazówki, zajmą się tymi gośćmi. Jestem pewien. Im też zaleźli nieźle za skórę. – Za kilka dni pojadę do Ghazni, pogadam o tym z nimi. Z tego, co mówisz, wnioskuję, że wiemy, kto to zrobił? – Są na razie poszlaki, ale zbadamy sprawę dokładnie. Moi ludzie stawiają na oddział niejakiego mułły Khana, czy jakoś tak. Działa w rejonie prowincji, ale nie tylko. Chodzą słuchy, że kompletuje oddział i poprzysiągł, że będzie zabijał Polaków. Allyn spojrzał uważnie na nieco wyższego pułkownika. – No to dlaczego zabija naszych? „Dobre pytanie” – pomyślał Griffith, ale jedynie wzruszył ramionami. Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Gdzieś za nimi zawyły koguty rządowej kolumny. Limuzyny otaczała solidna eskorta, co przypominało, że Kabul nie był wcale bezpiecznym miejscem. Nie jeden raz był atakowany i nie raz jeszcze pewnie będzie. Chwilę potem jechali w kierunku helipadu, gdzie czekały na nich śmigłowce. Generał Allyn z uwagą obserwował, co się działo za oknem Humvee, tymczasem siedzący obok pułkownik Griffith rozmawiał przez telefon satelitarny. – Wszystko gotowe – powiedział, chowając bezpieczny telefon. – Już na nas czekają. Powiedziałem, że możemy mieć mały poślizg. Allyn kiwnął głową na znak, że przyjął do wiadomości. – Jak tylko będziemy mieć coś więcej o tym Khanie, dam znać. Musimy zweryfikować kilka informacji. Allyn znowu kiwnął głową. Cały czas patrzył jednak za okno, na kolorowy tłum przewalający się ulicami Kabulu. Miasto hałasowało, jakby nie toczyła się wokoło żadna wojna. Kupcy zachęcali do kupowania towarów z sklepików, przechodnie pogrążeni byli w rozmowach, pędząc nie wiadomo dokąd, samochody trąbiły, usiłując jak zwykle wymusić pierwszeństwo. Generał zdawał się być całkowicie pogrążony w myślach. – Szefie – pułkownik zaczął z pewną nieśmiałością. – Wszystko w porządku? – W porządku? – Allyn spojrzał na pułkownika. – Frank, w porządku to jest w domu, gdy kosisz ogródek albo odbierasz dziecko ze szkoły. Tu nic nie jest w porządku. Tu trwa cholerna wojna. Griffith milczał. Znowu dał się słyszeć sygnał karetki lub policji. Generał trącił siedzącego obok w ramię. Uśmiechnął się, ale jakoś bez przekonania. Można było uznać ten grymas za gorzki, raczej ironiczny. – Powiedz mi, Frank – powoli cedził słowa – jak mamy wygrać wojnę w kraju, w którym nawet stolica nie jest bezpieczna? Gdzie wokoło jest więcej wrogów niż przyjaciół? Tak sobie myślę, że to taki cholerny Wietnam, tylko bez dżungli. Serdecznie nienawidzę tego miejsca i z chęcią z niego wyjadę. Pomyślał o Polakach. „Byłoby dobrze, gdyby udało im się załatwić tego popaprańca” – stwierdził. Pewnych rzeczy się nie robi i talibowie powinni o tym wiedzieć. Allyn nie mógł i nie chciał przejść do porządku dziennego nad tym, że ktoś zabijał jego saperów. Chłopaków, którzy wyciągali gówno z ziemi po to, żeby inni nie wdepnęli na nie. Należała im się ochrona. Czuł się trochę tak, jakby ich w jakimś sensie zawiódł. Generał Allyn westchnął, po czym sięgną po wojskowego notebooka. Griffith zorientował się, że szef ma już dość tego tematu. – Powiem Polakom, że mają załatwić tego gnoja. Wszystko jedno jak – Allyn mruknął do siebie, ale wystarczająco głośno, żeby siedzący obok pułkownik usłyszał. Griffith milczał chwilę, jakby się wahał, czy zabrać głos. Postanowił, że należy uciąć rozmowę. – Widzę, że coś chcesz powiedzieć, Frank? – zachęcił Allyn. – Polacy mają fioła na punkcie honoru. Niech im szef na niego wjedzie. To na pewno zadziała. – Honorowi są? – Jak jasna cholera.

ukryj fragment książki

aktualności

INNE TEGO AUTORA

REBELIA
04.05.2011

o autorze

Marcin Gawęda

Marcin Gawęda

Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publicysta wojskowy („Nowa Technika Wojskowa”, „Komandos”, „Armia”), pasjonat m.in. wargamingu. Debiutował powieściami popularno-naukowymi, teraz zamiłowanie do historii wojskowości realizuje w technothrillerach w serii WarBook. Jego ogromną wiedzę z zakresu współczesnego pola walki oraz lekkie pióro doceniło już wielu czytelników. Powieść „Rebelia” znalazła się wśród najlepiej sprzedających się książek w sieci salonów Empik.