SZTURM STRACEŃCÓW. ODLEGŁE RUBIEŻE książka 36,90 zł Audiobook 37,90 zł E-book 34,90 zł
Format: 144x207 mm
Stron: 320
Oprawa miękka uszlachetniona
ISBN: 978-83-64523-23-6

SZTURM STRACEŃCÓW. ODLEGŁE RUBIEŻE

PREMIERA: 18 lutego 2015

Wykrwawione polskie armie trwają w beznadziejnym, jak się wydaje, oporze. Na domiar złego sowieckiego najeźdźcę wspierają teraz pancerne zagony Wehrmachtu.   

Materialna pomoc sojuszników i brawurowe akcje wywiadu nie mogą zapewnić zwycięstwa. Do rozpaczliwego położenia jednak przywykliśmy, a ze straceńczych szarż uczyniliśmy naszą narodową specjalność.

Marek Bagiński i jego towarzysze muszą zmienić losy tej wojny. Ale czy wystarczy ją wygrać, aby być zwycięzcą?

To czas odwetu, ostatniego zrywu, szturmu straceńców! 

Vladimir Wolff powierzył Piotrowi Langenfeldowi zakończenie alternatywnej historii, której akcję rozpoczął w 1941 roku sowiecką inwazją na Polskę.

Jak najbardziej „militarny” pisarz WarBooka poradził sobie z intrygą wymyśloną przez mistrza wojennego thrillera?

W trylogii Odległe rubieże ukazały się: Kryptonim burza, Operacja pętla, Szturm straceńców


fragmenty

Rozwiń tekst

Zmieszany smród spalenizny i prochu wdzierał się do bunkra każdym nieosłoniętym jeszcze otworem. Obsada, ciągle roztrzęsiona od grzmiącej całą potężną siłą artylerii, gapiła się w otwory strzelnicze. Na zewnątrz za wąskim pasem potrzaskanych zasieków i min wisiała gryząca chmura. Wiatr jakoś nie śpieszył się, żeby przegnać ją precz i odsłonić kryjących się wrogów.

Sierżant Waligórski i pozostali Polacy doskonale wiedzieli,...

Zmieszany smród spalenizny i prochu wdzierał się do bunkra każdym nieosłoniętym jeszcze otworem. Obsada, ciągle roztrzęsiona od grzmiącej całą potężną siłą artylerii, gapiła się w otwory strzelnicze. Na zewnątrz za wąskim pasem potrzaskanych zasieków i min wisiała gryząca chmura. Wiatr jakoś nie śpieszył się, żeby przegnać ją precz i odsłonić kryjących się wrogów.

Sierżant Waligórski i pozostali Polacy doskonale wiedzieli, że nieprzyjaciele tam są. Idą, skradają się w półmroku poranka, kryjąc się za dymem. Tym razem byli ostrożniejsi, uważni i powolni.

Spodziewali się oporu. Nie tak jak za pierwszym razem, kiedy strzelali krótko i weszli jak na paradę przez rozbity mur, nie mając pojęcia, co zastaną.

Teraz też nie wiedzieli wszystkiego. Nie dotarli wszak nawet do pierwszej linii tego małego cypelka. Posmakowali polskich karabinów z kilku dobrze umocnionych punktów.

Cała reszta, wielkim wysiłkiem ludzkiej pracy i nakładami budżetu, zmieniła się przez ostatnie lata w jeden betonowy konglomerat, skryty pod drzewami przed wścibskimi oczami Niemców. Na wroga czekały magazyny, szpital i umocnienia godne zachodnich mocarstw.

Nie wiedzieli tego. Pchali się w pułapkę drugi raz, drugi raz w ciągu trzech dni, sądząc, że potężne działa w czymkolwiek pomogą.

Pierwszy pojawił się wysoki, pochylony szkop w tym swoim dziwnym hełmie.

Jest – syknął Waligórski, odbezpieczając półautomatyczny karabin Maroszka. – Czekać na rozkaz – powtórzył nie wiadomo który raz.

Za Niemcem wyszli kolejni. Stąpali ostrożnie, szukając w tej sztucznej mgle jakiegokolwiek celu. Przełazili przez powalone, połamane drzewa, obchodzili głębokie, dymiące leje.

Rosły ich całe zastępy. Ci z tyłu targali ręczne karabiny maszynowe i moździerze. Co poniektórzy mieli powtykane w hełmy liście, choć to maskowanie niewiele im pomagało.

Polacy się z nimi bawili, podpuszczali ich bliżej albo porządnie dostali – myślał pewnie niejeden z nich. Obrońcy czekali.

My pierwsi, zaraz reszta... – instruował Waligórski, choć wszyscy doskonale znali porządek otwierania ognia.

Każdy kolejny krok, metr przebytej przez Niemców ziemi przyprawiał wystraszonych Polaków o szybsze bicie serca. Drżeli, kasłali nerwowo, ale nie spuszczali zamglonych sylwetek z muszek swoich karabinów. Wciskali je niemal do bólu w ramiona, jakby całym ciałem łaknąc rozkazu.

Niemieccy strzelcy, z błyskającymi czasem runami SS, znajdowali się na wyciągnięcie ręki. Już ich było słychać. Klekot ich oporządzenia, kroki, szepty.

Podoficer przysunął szczerbinkę bliżej oka. – Ognia! – krzyknął i wszystko zatonęło w ogłuszającym, metalicznym huku.

 

ukryj fragment książki

aktualności

INNE TEGO AUTORA

WIDOWISKO
15.02.2017
CI SZALENI POLACY
13.04.2016
PLAN ANDERSA
18.03.2015
KONTRREWOLUCJA
16.10.2014
CZERWONA OFENSYWA
19.03.2014

o autorze

Piotr Langenfeld

Piotr Langenfeld

Dziennikarz i pisarz; współpracował z pismami „Militaria XX wieku”, „Armia”, „Broń i amunicja”, a także z portalem Wirtualna Polska. Dwukrotnie przebywał w Afganistanie z US Army jako korespondent wojenny przydzielony do 25 Dywizji Piechoty i 10 Dywizji Górskiej w prowincjach Chost i Logar. Prezes Stowarzyszenia Historycznego Wielka Czerwona Jedynka zajmującego się propagowaniem i rekonstrukcją historii armii USA w czasie drugiej wojny światowej.