Dadi - fragment rozdziału 1

Dadi - Mobilizacja 3D 500px Patrzyłem chwilę na ekran smartfona, rozmyślając o tym, co usłyszałem. Chciałem po prostu stąd wyjść. Ciekawe, czy ktoś stanąłby mi na drodze. Czy zdążyłbym wrócić do domu, zabrać żonę i córkę, wsiąść w auto i ruszyć do Irlandii przez Czechy? Pół godziny do domu, pół godziny na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, pół godziny do granicy, a potem spokojnie przez Niemcy, Francję, prom do Wielkiej Brytanii albo bezpośrednio do Irlandii.
– Planujesz się urwać? – znajomy głos wyrwał mnie z rozmyślań.
Spojrzałem w prawo, zaskoczony. Kobieta, którą widziałem przed parawanem, usiadła dwa krzesła dalej. Parsknęła śmiechem, widząc moją minę.
– No nie, naprawdę miałeś taki zamiar!
– Aż tak widać? – spytałem, szczerze zmieszany.
– Aha. – Śmiała się przez dobrą minutę. – Skoro ja to zauważyłam, to pewnie oni też przez swoje kamery.
Dyskretnie się rozejrzałem, niby licząc zapełniające się krzesła, ale kątem oka wypatrując czarnych kopułek kamer CCTV pod sufitem, w każdym rogu sali.
– Do najbliższej granicy pół godziny – odezwała się spokojniej, choć uśmiech nie schodził jej z twarzy. – Od paru miesięcy Polska ma umowy z Czechami, Słowacją, Niemcami i Francją. Ich służby mogą zatrzymać Polaków na drogach, przystankach czy dworcach, jeśli nasi poproszą. Musiałbyś w pół godziny dotrzeć do Austrii, żeby nasze służby nie mogły cię złapać.
Zakląłem pod nosem, pochylając się i opierając przedramiona na rozstawionych nogach. Kobieta znów krótko się zaśmiała. Spojrzałem na nią z mieszanką irytacji, rezygnacji i zaciekawienia.
– Pół godziny, powiadasz? – odezwałem się, siląc na uśmiech.
Wyszło nieprzekonująco, bo zachichotała, patrząc na mnie.
– Marne szanse, żeby zgarnąć po drodze żonę i córkę, a potem, jadąc przepisowo autostradą przez Czechy, nie zostać złapanym. Jeszcze te winiety…
– Żona może kupić winiety, żeby w systemie nie wyskoczyło, że uciekasz. Może nawet prowadzić, a ty przykryłbyś się kocem na tylnym siedzeniu, żeby kamery nie wychwyciły twojej twarzy. Zanim zorientują się, że możesz być w aucie, masz szansę dotrzeć do Austrii, ale bez postojów na tankowanie czy siku. Wychodzisz teraz, w tym momencie. Mówisz żołnierzowi przy drzwiach, że to wszystko za bardzo cię stresuje i musisz do kibla. Idziesz niby do toalety, a tak naprawdę do wyjścia. Jeśli ktoś pyta, gdzie idziesz, mówisz, że do portierni, bo przez pomyłkę zostawiłeś książeczkę wojskową. Potem mijasz bramki, gdy wartownik sprawdza wchodzących, i gotowe. Dalej już sobie poradzisz.
– Naprawdę nie sprawdzą mnie przy bramie?
– Uhm. Filtrują tylko wchodzących. Jeśli nie ma alarmu i nikt wcześniej nie odwalił takiego numeru, nawet na ciebie nie spojrzą.
– Ale połapią się, że mnie nie ma – drążyłem, coraz bardziej zainteresowany.
Potrząsnęła głową.
– Zanim cokolwiek zrobią, muszą zapełnić wszystkie krzesła. To potrwa. Myślę, że pół godziny, może godzinę. Potem zaczną pytać, szukać cię. Nim dojdą po nagraniach z kamer, że cię nie ma, minie czas.
Spojrzałem po sali, zaskoczony. To brzmiało jak przemyślany plan ucieczki. Cholernie dobry plan, który mógłby wypalić.
– No dobra, a co potem? Wiedzą, gdzie mieszkam.
– Jeśli dobrze to rozegrasz… – Pochyliła się, opierając przedramiona na nogach, spojrzała poważnie i ściszyła głos. – Dzwonisz za bramą do żony, żeby podjechała. Jedziecie od razu na granicę. W domu już cię nie zastaną, bo będziesz w drodze. Zanim żandarmeria podjedzie, wyważy drzwi i upewni się, że nikogo nie ma, zacznie się pościg. Do tego czasu będziesz w Czechach, nawet jeśli trafisz na kontrolę graniczną… A w dzień raczej jej nie ma. Zanim służby się zorientują, że nie ma cię w kraju, i uruchomią zagraniczną pomoc, minie cenny czas. Taka ucieczka to pestka.
– I tak mi to mówisz? Ot tak? Czemu sama nie uciekniesz? – zaintrygowała mnie jej szczerość i precyzja planu.
– A po co? Zgłosiłam się na ochotnika. – Spojrzała szczerze zdziwiona. – Taki plan zadziałał u mojego kuzyna. Z Wrocławia. Udało mu się. Siedzi na Cyprze, planuje Namibię.
– Przepraszam… co proszę? – wytrzeszczyłem oczy.
– Kuzyn odwalił numer. Zanim Czesi zaczęli go szukać, wsiadł na prom w Chorwacji na Cypr. – Wzruszyła ramionami. – Widzę, że nie kwapisz się do wojska, więc pomyślałam, że pomogę. Masz żonę, dziecko… To nie fair, że cię biorą. A jak masz być jedynym tatusiem ze słabą kondycją, cały oddział ucierpi.
Zacisnąłem usta, czując mieszane emocje. Serce biło mocniej, gdy zerknąłem na drzwi wyjściowe. Stał tam jeden żołnierz. Wahałem się tylko chwilę.
– Musiałbym to zrobić teraz, co? – Spojrzałem w jej brązowe oczy, zdeterminowany.
– Tak – odparła, nie spuszczając wzroku. – Liczy się każda minuta.
– Dzięki.
Uśmiechnąłem się i wstałem bez pożegnania. Ruszyłem spokojnym krokiem do wyjścia. Starałem się zachować zimną krew, choć serce waliło mi w piersi i podchodziło do gardła. Nie czułem takiego napięcia nawet wtedy, gdy w serwerowni wywaliło wszystkie zasilacze, smażąc chipsety i dyski. Szalone chwile ze stoperem w ręku, wymiana sprzętu, migracja systemów z zapasowych serwerów na nowy… To było nic w porównaniu z tym.
– Dzień dobry, proszę pana – powiedziałem do żołnierza, który przyglądał mi się, gdy podszedłem. – Za potrzebą. Nie byłem w toalecie, odkąd tu jestem.
Kiwnął głową i otworzył drzwi. Podziękowałem i wyszedłem, nie oglądając się za siebie. Znalazłem się w długim korytarzu. Po lewej, na jego końcu, było wyjście. Stało tam kilkunastu ludzi, dokładnie przed otwartymi drzwiami do sali, gdzie zaczynała się kolejka, którą miałem już za sobą...