Miejsce: tajna placówka Centralnej Agencji Wywiadowczej, miasto Hasaka, muhafaza Al-Hasaka, Syria
Data: 18.10.2017 Czas lokalny: 13.30 Współrzędne: nieznane Wysokość względna: 0 stóp
Andrea Costello wpatrywała się w wyświetlone na ekranie oblicze dyrektora wykonawczego CIA. Drobna sylwetka tego mężczyzny potrafiła wprowadzić w błąd. Wąskie ramiona i duża głowa z cofniętym podbródkiem nadawały mu niegroźny wygląd. Tylko zimne, wyrachowane oczy przeczyły temu wizerunkowi. Aaron Penney dobrze wiedział, jak wykorzystać swój wygląd do uśpienia czujności wrogów. Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie pomniejszego urzędnika. W rzeczywistości był jedną z najpotężniejszych osób w kraju. W waszyngtońskich kręgach słynął z apolityczności, patriotyzmu... i bezwzględności. W trosce o bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych był gotów do absolutnie wszystkiego. Mężczyzna poprawił okulary i skinął głową. - No dobrze. Przejdźmy teraz do kwestii Hell Hounds - zaproponował. Andrea wyciągnęła z teczki odpowiednie dokumenty. Wszystkie potrzebne informacje przygotowała zawczasu. Penney zawsze bardzo się interesował "swoją prywatną eskadrą", jak zwykł w żartach nazywać tę firmę kontraktorską. Było to o tyle mylne, że trudno było nazwać parę samolotów wielozadaniowych eskadrą, a do tego jedynym udziałowcem przedsiębiorstwa był Andrzej Kamiński. Penney wiedział jednak, co mówi. Sprawował nad tą firmą całkowitą kontrolę. Zawsze na koniec odprawy zostawiał pięć minut na omówienie spraw Hell Hounds. Mimo że działalność tej grupy była właściwie marginesem operacji prowadzonych przez Zulu Force, dyrektor przejawiał szczególne zainteresowanie firmą. Traktował ją jako swój osobisty projekt i poświęcał Kamińskiemu i jego ludziom nieproporcjonalnie dużo uwagi. - Nowy samolot będzie w gotowości już jutro. Wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem. Wczoraj przebazowali się dwukrotnie. Najpierw dla zmyłki w fałszywe miejsce, parę godzin później we właściwe - mówiła Andrea. - Akcje ofensywne? - Brak - przyznała kobieta i dodała w ramach wyjaśnienia, widząc minę szefa: - Mają w tej chwili jeden myśliwiec. Wyjście do walki w pojedynkę jest zbyt ryzykowne, by to robić regularnie. - Gdzie znajdują się w tej chwili? Agentka wzruszyła tylko ramionami i wydęła usta. Penney'owi najwyraźniej nie spodobały się te dwie ostatnie odpowiedzi. Chcąc odrobić tę stratę, Andrea przewróciła kartkę papieru i podała kolejną informację: - Marge Lawless zamierza dołączyć do Kamińskiego w najbliższych dniach. On jest temu przeciwny, ale niewiele może na to poradzić. Został postawiony przed faktem dokonanym. - Po co mi o tym mówisz, Andrea? - Dyrektor uniósł cynicznie brwi. - Kamiński jest potwornie przeciążony. Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, by akurat w tej chwili... - To, czego Kamiński chce, a czego nie chce, obchodzi mnie tyle, co przeterminowany jogurt - przerwał jej Penney tonem reprymendy. - Ma wykonywać polecenia i przeprowadzać uderzenia. Chciałbym usłyszeć w raporcie o stratach zadanych siłom ISIS, o zbombardowanych bazach Hezbolahu, o rozbitych oddziałach Asada, o zniszczonych posterunkach Rosjan, a nie o pięćsetnym przebazowaniu oraz chowaniu się przed własnym cieniem. Aby pokazać prezydentowi zasadność utrzymywania całej tej operacji, potrzebuję konkretnych rezultatów, Andreo. Ten człowiek to biznesman, nie polityk. On chce widzieć liczby, nie hasła. - To nie tak, że Kamiński się nie stara, panie dyrektorze - zaoponowała Costello. - On po prostu musi utrzymywać swoje siły w ciągłym ruchu. Poluje na niego dosłownie pół Bliskiego Wschodu. Wystarczyłby jeden dron obładowany materiałami wybuchowymi... - Jest zbyt ostrożny! - Penney ponownie jej przerwał. - Potrzebuję solidnych wyników przed końcem roku fiskalnego, inaczej grozi nam obcięcie funduszy. Rozumiesz? Chcę tamtego Kamińskiego znad Zatoki Adeńskiej, który rozpierniczył pół saudyjskiej eskadry, a nie tego obecnego asekuranta. - To zupełnie inny konflikt. Tu mają naprawdę ograniczone pole manewru - broniła Kamińskiego Costello. - Piloci twierdzą, że nie mogą wspiąć się nawet na pięć tysięcy stóp, żeby natychmiast nie znaleźć się pod ostrzałem. Jak nie ISIS, to strzelają siły Asada, jak nie one, to Rosjanie, jak nie Rosjanie, to Hezbolah albo Irańczycy z brygad Ghods. Podobno w zeszłym miesiącu nawet Turcy próbowali ich namierzać, gdy się zapędzili za blisko granicy. A po wylądowaniu jest jeszcze gorzej, bo szpiedzy wszystkich tych frakcji węszą po całej muhafazie, próbując ich zlokalizować. Gdyby zostali zbyt długo w jednym miejscu, zostaliby zniszczeni atakiem z powietrza. Przecież nawet siły Daesz dysponują już w tej chwili własnymi siłami powietrznymi. - Według początkowych założeń programu to ludzie Kamińskiego mieli być zagrożeniem dla tych wszystkich frakcji, nie na odwrót. Wolałbym, żeby zaczęli działać bardziej agresywnie. Chciałbym, żeby podkręcili nieco tempo - Penney zignorował jej uwagi. - Andrzej Kamiński osobiście, z imienia i nazwiska, jest celem numer jeden dla każdego żołnierza po drugiej stronie frontu. On już w tej chwili znajduje się pod niemożliwą presją - zaprotestowała agentka. - Ech, mity i legendy o Al-Qursanie - Penney machnął lekceważąco ręką. - Nie ma żadnego Al-Qursana, Andreo. On nie istnieje. Stworzyła go arabska propaganda - bardzo zresztą nieudolne posunięcie, nawiasem mówiąc. Słyszałaś na pewno o marszałku Erwinie Rommlu, słynnym Lisie Pustyni, postrachu Brytyjczyków w Afryce podczas drugiej wojny? Kto nie słyszał? Problem polega na tym, że Lisa Pustyni wymyśliły brytyjskie władze. Sfabrykowały legendę genialnego niemieckiego dowódcy, by w ten sposób przykryć rażącą nieudolność własnego dowództwa. Rozumiesz? Gdy Brytyjczycy dostawali raz za razem bęcki, to już nie była wina ich niekompetencji, tylko zasługa geniuszu Lisa Pustyni. Dotarło do nich, jak niesamowitą gafę palnęli, dopiero wtedy, gdy okazało się, że ich własni żołnierze też czytają gazety i wierzą w to, co tam jest napisane. Nagle się zorientowali, że ich własne dywizje nie dyszą entuzjazmem na myśl o stawieniu czoła wojskom legendarnego Rommla. Tylko że było już za późno. Legenda wymknęła się spod kontroli, zaczęła żyć własnym życiem i narobiła Brytyjczykom takich szkód, że aby jej przeciwdziałać, musieli stworzyć dla niej kontr-legendę: wymyślili własnego geniusza, Montgomery'ego, i napompowali do granic możliwości propagandę wokół niego. Wymyślając Al-Qursana, ISIS powtórzyło ten sam kardynalny błąd. Andrea przytaknęła z niechęcią głową. Penney miał oczywiście rację, ale to wcale nie zmieniało faktu, że ISIS faktycznie uwierzyło we własne kłamstwo, podobnie zresztą jak spora część innych walczących w tej wojnie frakcji. Może i zapewniało to Hell Hounds pewien margines bezpieczeństwa, bo o ile każdy turban w tej części świata miał ochotę ustrzelić Al-Qursana, to żaden nie kwapił się do podejścia do niego na wyciągnięcie ręki, ale jednak wywierało to na Kamińskim jeszcze większą presję. Westchnęła ciężko. Martwiła się o niego. Po akcji w Jemenie jej notowania w Agencji poszybowały w górę. Aaron Penney wziął ją pod swoje skrzydła i uczynił ją swoim pełnomocnikiem na obszarze całego Lewantu i Iraku. Organizacja i koordynacja działań Peszmergów, SDF i Zulu Force spoczywała na jej barkach. W ciągu tych dwóch lat operacji w Syrii zaprzyjaźniła się z Kamińskim. Przekonała się, jak dalece można było na nim polegać. Z tego powodu wyjątkowo źle przyjęła plany szefa dotyczące zwiększenia nacisku na Hell Hounds. Piratę już teraz był jak przeciągnięta struna. Jeszcze trochę i pęknie. - Ciągle myślę, jak odciążyć Kamińskiego, co zrobić, żeby ułatwić mu pracę - powiedziała. - Jeżeli tyle od niego wymagamy, to może chociaż spróbujmy mu jakoś pomóc? Aaron Penney zmrużył oczy i w zamyśleniu spojrzał w bok, pogrążony w kalkulacjach. Andrei nie spodobał się chytry pół-uśmieszek, który pojawił się na moment na jego ustach. - Właściwie to mam pewien pomysł, Andreo. Chyba wiem, jak rozwiązać problem - powiedział, przeciągając słowa, jakby ciągle rozważał jakieś istotne posunięcie. - Czy mogę cię poprosić o pewną przysługę? Pytanie było całkowicie retoryczne, więc Costello nie siliła się na odpowiedź. Dyrektor Penney biegał przez parę chwil wzrokiem, jakby gorączkowo nad czymś myślał, po czym twarz rozpogodziła mu się i spojrzał prosto w oczy rozmówczyni. - Skoro do Kamińskiego przyjeżdża Lawless z dzieckiem i to stanowi dla niego taką uciążliwość, mam idealne rozwiązanie. Tak się składa, że mam na głowie pewien drobny problem. Mój dobry przyjaciel, irański dysydent, wpadł w łapska służb bezpieczeństwa. Jego córka zdołała uciec z kraju. Obiecałem mu kiedyś, że się nią zajmę w razie wpadki. Problem w tym, że nie mam po prostu czasu osobiście się zaangażować. To dobra kobieta, wykształcona, młoda. Może dałabyś radę załatwić, żeby ją zatrudnili do opieki nad dzieckiem? To upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. - Oczywiście, panie dyrektorze. Skoro jest pewna... Penney złączył dłonie z głuchym klaśnięciem na znak, że wszystkie sprawy zostały omówione. Potem jednak przybliżył twarz do ekranu. Choć uśmiechał się miło, z oczu bił chłód. - Potrzebuję konkretnych wyników, Andreo - odezwał się z naciskiem. - Rozumiemy się? Agentka kiwnęła głową, ale chyba niezbyt przekonująco, bo dyrektor dodał jeszcze: - Użyj dostępnych ci narzędzi. Masz Virsedę i jej zasoby, masz Kamińskiego i jego sprzęt, masz Malenkowa i jego ekipę. Oczekuję, że za tydzień będziesz miała dla mnie ciekawsze meldunki. Andrea przełknęła nerwowo ślinę. Odczytała ukrytą między wierszami groźbę...