0
Kiedy tylko jeździec nieśpiesznie wyjechał spomiędzy drzew, Lirka wiedział, że patrzy na wroga. I nie chodziło tu nawet o to, że żołnierze podążaliby traktem, a najemni zbrojni, jakich wynajmowali niektórzy kupcy, nigdy nie zapuszczali się tak daleko od miast sami. W wysokim i chudym nieznajomym, kryjącym jego twarz kapturze, wojskowej przeszywanicy, w opuszczonej dłoni pozornie niedbale trzymającej łuk było po prostu coś, co natychmiast przywoływało na myśl wszystkie historie o kultyście księżniczki Larenny. O śmierci.