0
Słońce powoli wspinało się na zachmurzone niebo. Jego złote światło lśniło, rozlewając się po okolicznych wzgórzach. Zielone wysepki trawy, ledwie przebijające się przez rozmokłą ziemię, wyglądały jak niedbale rzucone skrawki zmęczonego materiału. Cały krajobraz zdradzał niechybny koniec zielonego roztopu, choć chłód wciąż wisiał w powietrzu, a zapach wilgoci i zbutwiałego drewna niósł się z lasu. Dolina między dwoma wzgórzami była błotnistym bajorem, wyglądającym jakby prędzej pochłonęło człowieka niż pozwoliło mu bezpiecznie przejść.