Strach nad miastem - fragment rozdziału 1

Strach nad miastem 3D 500px Szary Opel Astra z migającą na dachu lampą przyczepioną na magnes powoli poruszał się gruntową drogą prowadzącą obok torowiska, a siedząca za kierownicą młodsza aspirant Kalina Gellert klęła pod nosem. Trudno jej było trafić na miejsce zdarzenia: informacje skierowały ją najpierw na przystanek kolejowy, skąd dopiero kolejarz stojący przy zepsutym osobowym wskazał jej właściwą drogę. Do tego wolała nie narazić się na kpiny naczelnika i kolegów, gdyby samochód ugrzązł podczas dojazdu na miejsce zdarzenia. Pierwszy raz miała sama się zająć wypadkiem ze skutkiem śmiertelnym. W dodatku takim. Na miejscu był już patrol policji i załoga karetki, ale to ona, jako funkcjonariuszka wydziału kryminalnego, do czasu przyjazdu kogoś ważniejszego musiała podejmować decyzje. Zatrzymała samochód za oznakowaną Skodą, wzięła głęboki wdech i wysiadła. Czekający obrzucili ją wzrokiem. Opóźniła nieuniknione o minutę, potrzebną by wyjąć z wozu jasną odblaskową kamizelkę i plecak, a odznakę policyjną powiesić sobie na szyi tak, aby była wyraźnie widoczna. Pierwsze wrażenie mogła zrobić tylko raz. Gdybym była facetem, byłoby łatwiej – przeszło jej przez myśl. Facetów nie ocenia się za wygląd i strój, nawet jeśli wygląd oznacza po prostu bycie wysoką brunetką, a strój – ciemne dżinsy i obszerną bluzę.
– Aspirant Kalina Gellert, komenda miejska – powiedziała powoli i stanowczo do stojących przy torach mundurowych policjantów, załogi karetki i kolejarzy.
– Co mamy?
– Leży na torach ciało, tak jak było zgłaszane – odpowiedział starszy sierżant dowodzący patrolem, który pierwszy znalazł się na miejscu zdarzenia. – Nie wygląda na żula, ubranie w miarę czyste. Oklep dostał, po twarzy widać.
– Nie rozjechany? – zdziwiła się policjantka.
Zgłoszenie, jakie przekazano najpierw od kolejarzy do Centrum Powiadamiania Ratunkowego, a stamtąd do dyżurnego komendy miejskiej i wreszcie do niej, mówiło o człowieku na torze tuż za Ziębicami. Przy tak ogólnikowej treści założyła, że ktoś przypadkiem albo celowo znalazł się pod kołami. Przeskoczyła ponad wąskim rowem odwadniającym. Podeszła bliżej ciała. Oświetliła je latarką. Sierżant miał rację. Mężczyzna wyglądający na około czterdzieści pięć lat miał na sobie ciemne spodnie i niebieską, zakrwawioną bluzę. Na ramieniu na rzepie przyczepiona była naszywka z Punisherem. Na twarzy policjantka dostrzegła mnóstwo krwawych sińców. Na szyi widać było także czerwony ślad, najpewniej po duszeniu. Czuć było woń alkoholu.
– Jakby ktoś kablem go załatwił – powiedziała.
– No to jest ciekawie. Wiadomo, kto to? Jakieś dokumenty?
– Nie sprawdzałem – powiedział sierżant. – Na razie jest problem, bo to chyba nie nasz trup. Tu jest już powiat oławski. Sprawdziłem na mapie, granica biegnie tam, za przejazdem. Myśmy jechali naokoło, mieliśmy interwencję w Świętej Katarzynie i nadjechaliśmy od Ziębic. Jakbyśmy jechali od Siechnic, to byśmy zauważyli, bo na głównej drodze są tablice z nazwą powiatu – dodał, usprawiedliwiając się. – Nie wiem, czemu myśmy dostali zgłoszenie, a nie Oława. Zgłosiłem dyżurnemu.
Cudownie się zaczyna – pomyślała aspirant. Sama jechała tą samą trasą i też nie zauważyła przekroczenia granicy powiatu. Formalnie, jeśli teren należał do sąsiedniej komendy, oznaczało to, że to oławska policja powinna wykonywać wszelkie czynności. Ale z jakiegoś powodu powiadomienie przyszło do Wrocławia, więc Oławianie mogli upierać się, że skoro pierwsi przybyli na miejsce, to powinni wykonać czynności na miejscu zdarzenia, a później przekazać materiały. Co oznaczało, że prawdopodobnie Oława przyjdzie na gotowe, po odwaleniu przez nich najgorszej roboty.
– To przekażcie dyżurnemu, że jesteśmy nie na swoim terenie – zdecydowała. – Ale przynajmniej tożsamość trzeba by sprawdzić.
Zrzuciła plecak z ramion, wyjęła nitrylowe rękawice. Na wszelki wypadek założyła dodatkową parę. Pochyliła się nad zwłokami, najpierw ostrożnie obmacując z zewnątrz zawartość kieszeni. Palcami nie wyczuła ani telefonu ani portfela. Zaczęła sprawdzać dokładnie, już od wewnątrz. W końcu w małej kieszeni na ramieniu, pod naszywką, znalazła płaski kawałek plastiku. Legitymację weterana...