0
Szary Opel Astra z migającą na dachu lampą przyczepioną na magnes powoli poruszał się gruntową drogą prowadzącą obok torowiska, a siedząca za kierownicą młodsza aspirant Kalina Gellert klęła pod nosem. Trudno jej było trafić na miejsce zdarzenia: informacje skierowały ją najpierw na przystanek kolejowy, skąd dopiero kolejarz stojący przy zepsutym osobowym wskazał jej właściwą drogę. Do tego wolała nie narazić się na kpiny naczelnika i kolegów, gdyby samochód ugrzązł podczas dojazdu na miejsce zdarzenia. Pierwszy raz miała sama się zająć wypadkiem ze skutkiem śmiertelnym. W dodatku takim. Na miejscu był już patrol policji i załoga karetki, ale to ona, jako funkcjonariuszka wydziału kryminalnego, do czasu przyjazdu kogoś ważniejszego musiała podejmować decyzje. Zatrzymała samochód za oznakowaną Skodą, wzięła głęboki wdech i wysiadła. Czekający obrzucili ją wzrokiem. Opóźniła nieuniknione o minutę, potrzebną by wyjąć z wozu jasną odblaskową kamizelkę i plecak, a odznakę policyjną powiesić sobie na szyi tak, aby była wyraźnie widoczna. Pierwsze wrażenie mogła zrobić tylko raz. Gdybym była facetem, byłoby łatwiej – przeszło jej przez myśl. Facetów nie ocenia się za wygląd i strój, nawet jeśli wygląd oznacza po prostu bycie wysoką brunetką, a strój – ciemne dżinsy i obszerną bluzę.