„Katastrofa to dopiero początek”. Vladimir Wolff o świecie, w którym fikcja staje się rzeczywistością

Jeszcze kilkanaście lat temu wizja wojny w Europie wydawała się wielu ludziom nieprawdopodobna. Dziś zagrożenia militarne są stałym elementem debaty publicznej. Vladimir Wolff, autor bestsellerowych powieści sensacyjnych i militarnych, od lat konsekwentnie stroni od medialnego rozgłosu i nie ujawnia publicznie swojego wizerunku. Choć sam pozostaje w cieniu, jego książki opowiadają o zagrożeniach, które coraz częściej stają się rzeczywistością. W rozmowie z Frankiem Szarowskim autor najnowszej powieści „Siła rażenia” mówi o granicach ludzkiej odpowiedzialności, człowieku traktowanym jak broń i scenariuszach, w których wyobraźnia pisarza niepokojąco zbliża się do rzeczywistości.

Wywiad nad wzburzonym morzem

Franek Szarowski: W swoich książkach wielokrotnie przedstawiał Pan scenariusze, które później zaczynały przypominać rzeczywistość. Jak powstają takie historie? Gdzie przebiega granica między analizą realnych zagrożeń a wyobraźnią autora?

Vladimir Wolff: Przyszło nam żyć w niebywale trudnych czasach. Szary obywatel na każdym kroku jest bombardowany niezliczoną ilością informacji o tym, co może nas spotkać w najbliższej przyszłości.

Do niedawna takie tematy rzadko pojawiały się w przestrzeni medialnej. Dziś jest ich pełno.

Kiedy zaczynałem swoją pisarską przygodę, a było to w 2010 roku, nikomu nie śniło się o wojnie. Wtedy trwała pauza strategiczna. Mówienie o wojnie wydawało się niepoważne i ocierało się o tanią sensację. Byłem chyba jednym z pierwszych autorów, którzy zaczęli poruszać taką tematykę.

Trafnie przewidziałem kilka wydarzeń, a wystarczyło tylko odrobinę popuścić wodze wyobraźni.

Dla mnie, jako autora, historia zaczyna się w momencie, gdy dla innych się kończy. Można powiedzieć, że katastrofa to dopiero początek.

Nim zacznę pracę, mam w głowie całą fabułę. Sprawdzam szczegóły. Pytania, na które nie znam odpowiedzi, konsultuję z fachowcami.

Jednak z każdą napisaną stroną wydarzenia niosą mnie w kierunku, o którym wcześniej nie pomyślałem. Tym razem było podobnie.

W ostatnim momencie zdecydowałem się na zmianę. Niestety znów trafiłem. Czytelnik na pewno od razu domyśli się, o co chodzi.

Franek Szarowski: Piotr Langenfeld napisał o Rawskim: „Najgroźniejsza broń nie zawsze ma numer seryjny. Czasem dostaje mundur i nazwisko”. Czy traktowanie człowieka jak broni jest dla Pana przede wszystkim atrakcyjnym motywem sensacyjnym, czy także tematem dotyczącym ceny wojskowej skuteczności?

Vladimir Wolff: Człowiek przede wszystkim pozostaje człowiekiem. To sytuacja czyni z niego bohatera bądź dezertera. Rawski nie jest tu wyjątkiem.

Wybrana przez niego droga życiowa jest trudna i choć nie do końca układa się tak, jakby sobie tego życzył, podąża wyznaczoną ścieżką.

Można sobie zadać pytanie, czy będzie szczęśliwy. To już temat na zupełnie inną opowieść.

Z drugiej strony książka ma charakter sensacyjny i zbyt duża dawka psychologii raczej nie jest wskazana. Przede wszystkim liczy się wartka akcja i postawione pytanie: jak współczesne społeczeństwo, w tak spolaryzowanej Europie ostatnich lat, zareagowałoby na kryzys, który dotknie każdego?

To fundamentalna sprawa.

Rawski jest przy tym trochę z boku. Nie o niego tu chodzi, ale o rzeczy, które dzieją się dookoła nas każdego dnia.

Franek Szarowski: W pewnym momencie ćwiczenia zmieniają się w prawdziwą misję. Co jest dla Rawskiego najtrudniejsze w chwili, gdy rozumie, że od jego decyzji zależy życie innych ludzi?

Vladimir Wolff: Myślę, że jest to moment, w którym główny bohater zostaje sam. Wcześniej mógł liczyć na kolegów i dowódców, ale od pewnego momentu zdany jest wyłącznie na siebie.

Musi myśleć nie tylko o przetrwaniu, ale również o zadaniu, jakie ma do wykonania. Pojawiają się też cywile, którymi musi się zająć.

Fizycznymi umiejętnościami już dysponuje, jednak to nie siła i sprawność zadecydują o tym, czy stanie się prawdziwą machiną do unicestwiania wrogów.

Musi dorosnąć i wziąć na siebie odpowiedzialność. Można potraktować Rawskiego jednowymiarowo, jednak nie będzie to do końca prawdziwy obraz tej postaci.

Franek Szarowski: Na okładce pojawia się sugestia, że inni mają już pomysły na przyszłość Rawskiego. Czy jego wyjątkowe zdolności dają mu wolność, czy raczej sprawiają, że coraz trudniej będzie mu decydować o sobie?

Vladimir Wolff: Od pewnego momentu główny bohater staje się zakładnikiem własnych umiejętności.

Przez kolegów i niektórych przełożonych jest postrzegany jako osoba, która poradzi sobie w każdej sytuacji. Wydarzenia sprawiają, że nie może się wycofać. Jego wolna wola zostaje ograniczona do minimum.

Na sam koniec staje przed dylematem – nawet gdyby się wycofał, będzie to tylko pozorna wolność.

Jest zbyt niebezpieczny, by mógł pozostać poza kontrolą.